Kategorie: Wszystkie | jeszcze ciepłe | między kartkami | odkurzone
RSS
poniedziałek, 01 listopada 2010
Jak czytamy
Mamy takie miejsca w domu, gdzie zwykle polegują jakieś książki i takie, w których dotąd ich nie było, a pewnego dnia zaczynają się pojawiać.

poniedziałek, 29 października 2007
Samotny troll


Tove Jansson

Kto pocieszy Maciupka?

Nasza Księgarnia

Warszawa 1980

Maciupek zaprzyjaźnił się z nami pierwszy. Dopiero potem przyszły Muminki. Krótka książeczka Tove Jansson znakomicie wprowadziła ejkę w bajkowym świat Homków, Paszczaków, Filifionek i groźnej Buki. Można powiedzieć, że główne role grają tu samotność i strach. Pośród nich przez świat idzie Maciupek, który pokonując swój własny lęk szuka małej dziewczynki - Drobinki. "(...) nie mogę być słaby, bo ona - jeśli to tylko możliwe - boi się jeszcze bardziej niż ja" - powtarza często mały troll, a młody czytelnik, równie silnie temperuje swój lęk. Uosobieniem zła, podobnie jak w serii książek o Muminkach, jest groźna Buka - potwór kształtem zbliżony do ducha, który zamienia w lód wszystko czego dotknie. Niepewność i strach budują specyficzny melancholijny nastrój, który wraz z klimatycznymi ilustracjami samej autorki buduje atmosferę wobec której nawet dorosły czytelnik nie może przejść obojętnie.

Książka doczekała się adaptacji teatralnej w w poznańskim Teatrze Animacji. Niestety wersja książkowa jest dziś trudna do zdobycia. Cała nadzieja w wydawnictwie, które ostatnio chętnie wznawia swoje dawne bestsellery.

18:40, cinka_ejka , odkurzone
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 października 2007
Detektyw Negatywka


Grzegorz Kasdepke

Detektyw Pozytywka

Nasza Księgarnia

Warszawa 2005

"Detektyw Pozytywka" zwrócił moją uwagę na półce w supermarkecie. Rzadka to gratka znaleźć coś wartościowego w takim miejscu. To było nasze pierwsze spotkanie. Przekartkowałam jeden rozdział i wsiąkłam. Wiek powyżej pięciu lat. Przeczytałam z tyłu na okładce i trochę zrzedła mi mina. ejka miała wtedy cztery z kawałkiem. Kupiłam.

cinka zaakceptowała "Detyktywa" równie szybko jak ja. Czytaliśmy w skupieniu całą rodziną, tak żeby nikt nie przegapił ani jednego rozdziału. Mimo skończonych pięciu lat, sami mieliśmy niekiedy problem w znalezieniu właściwego rozwiązania tajemnicy. Na szczęście na końcu książki autor zamieścił praktyczną ściągawkę, dzięki której żadna zagadka nie pozostaje bez rozwiązania.

"Detektyw Pozytywka" ma w sobie coś z prawdziwego kryminału. Zdania są dość krótkie. Czasem wręcz zdawkowe. Dialogi dynamiczne. Każde słowo ma swoje znaczenie i nic nie dzieje się bez przyczyny. Główny bohater to typowy życiowy nieudacznik, jak nie przymierzając detektyw Columbo czy porucznik Kojak. Jego agencja znajduje się w ciasnym mieszkanku, w którym mieści się zaledwie on sam, stojący na parapecie kaktus, ministolik z wymalowaną szachownicą, dwa składane krzesełka wędkarskie oraz popsuty elektryczny czajnik. Ot, typowy kawalerski stan.

Oczywistym atutem książki, co potwierdza już sama okładka, są ilustracje Piotra Rychela, redaktora naczelnego "Misia" - dowcipne, kolorowe i co najważniejsze staranne.

W jednym z wywiadów Rychel mówi:

- Twórczość dla dzieci to najfajniejsza dziedzina. Dzieci potrzebują ilustracji, dorośli niekoniecznie. Poza tym ciężko jest narysować np. strajki w kopalni czy głodówkę albo jakieś gospodarcze wydarzenie.

W sprzedaży dostępne są już dwie kolejne części Pozytywki. ejka dostanie je już wkrótce na piąte urodziny. Ciekawe czy jej się spodobają...

środa, 19 września 2007
Strach ma oczy z guzików


Neil Gaiman

Koralina

Wydawnictwo MAG

Warszawa 2003

"Koralinę" przeczytaliśmy w niecały tydzień, mimo że z każdym dniem ejka sięgała po książkę coraz ostrożniej, wszelako nie bez chęci. Tak też bowiem czyta się tę bajkę, i to niezależnie od wieku. Fani Neila Gaimana bez trudu rozpoznają w niej charakterystyczną dla autora mieszankę grozy i pełnego ciepłej ironii humoru. W starannie utkany świat fantazji Gaiman wplata wątki bardzo realistyczne, wręcz namacalne, co przydaje całości bliższego i bardziej znajomego klimatu. Łatwiej wszakże uwierzyć w zmagania bajkowej bohaterki z groźną wiedźmą o guzikowych oczach, gdy chwilę wcześniej podpatrujemy, jak odgrzewa sobie w mikrofalówce mrożoną pizzę.

Neil Gaiman napisał książkę dla dzieci i ich rodziców, traktując wszystkich czytelników z jednakową powagą. Nie boi się straszyć, ani pokazywać zła w sposób bardzo dosłowny, nieraz wręcz drastyczny. Tytułowa bohaterka stawia jednak czoła wszystkim niebezpieczeństwom, mając przy tym za oręż wyłącznie spryt, silną wolę i niezłomną wiarę w powodzenie. Wątek wprawdzie znany, ale podany w gaimanowskim wydaniu zachowuje świeżość i wiarygodność. I to do tego stopnia, że już w przyszłym roku trafi na ekrany kin w wersji animowanej.

Na marginesie warto dodać, że w porównaniu z Koraliną, nasza rodzima Karolcia, której przygody przypadkiem poznawaliśmy równolegle z losami jej angielskiej imienniczki, wypada znacznie mniej ekscytująco, mimo że opiera się przecież na podobnej historii.

piątek, 31 sierpnia 2007
Nie taka głupia historyjka


Joanna Kulmowa

Niefruwak Piechotny

Nasza Księgarnia

Warszawa 2005

Po raz pierwszy Niefruwaka przeczytałyśmy w Empiku, przycupnięte w kąciku dziecięcego działu. Za jakiś czas książeczka zagościła w naszej biblioteczce.

 Motyw przewodni opowieści nie jest nowatorski. Przypomina znane, dobrze zakorzenione w literaturze postacie kopciuszka czy brzydkiego kaczątka. Mimo to historia stworzenia, które w wyniku długiej wędrówki i wielu rozmów dowiaduje się, że jest motylem ma w sobie wiele czaru. Jakże bliska staje się ona tym, którzy swoje talenty odkrywali powoli, a kompleksy leczyli latami. W jednym z wywiadów autorka zdradza, że wbijane latami do głowy poczucie własnej niedoskonałości zaowocowało szczególnym nagromadzeniem tej tematyki w jej twórczości.

Opowiadanie o Niefruwaku wydane przez Naszą Księgarnię, po raz pierwszy pojawiło się na półkach księgarskich w 1991 r., w poetyckim zbiorze "Bajki skrzydlate".

Bohaterami zgromadzonych w nim historii są skrzydlate postacie, które latają lub o lataniu dopiero marzą. Wszystkie tęsknią do bycia kimś innym. Obecne wydanie zachwyciło nas do głębi ilustracjami Gosi Mosz. Te w środku w niczym nie ustępują tej z okładki. Snują historię bez słów.

Aktualnie Nasza Księgarnia wyprzedaje końcówkę nakładu. Książkę można kupić za grosze. Warto.

niedziela, 26 sierpnia 2007
Historia mokrej rewolucji


Stanisław Pagaczewski

Porwanie Baltazara Gąbki

Wydawnictwo Literackie

Kraków 1989

Wyjątkowo słoneczny i udany tydzień nad Bałtykiem umilała nam, trochę na przekór aurze, literacka podróż do krainy deszczowców. Książkę, na wyraźne życzenie ejki - fascynatki smoka wawelskiego - odkurzyłam parę dni przed wyjazdem. Nie liczyłam na sukces. W pamięci miałam swoje własne zmagania czytelnicze, kiedy będąc niewiele starszą od cinki, osobiście brnęłam strona po stronie przez kolejne tomy "Baltazara", niewiele wynosząc z tej lektury.

ejka złapała bakcyla od razu, stąd ponad dwieście stron przeczytaliśmy bez trudu, wykorzystując w tym celu każdą wolną chwilę. ejkę wciągnęła szpiegowsko-kryminalna intryga, nas drugie dno powieści - oparte na licznych aluzjach i podtekstach polityczno-ustrojowych. Swojsko brzmiące wzmianki o naczelniku IV Wydziału Tajnego Urzędu Spraw Podejrzanych Krainy Deszczowców, relacje z obrad Najwyższego Trybunału, działającego pod dyktat Największego Deszczowca, czy też opis dygnitarzy państwowych, poszukujących w encyklopedii znaczenia słowa „wolność”, wywołują na ustach dorosłego czytelnika lekki uśmieszek, ale jednocześnie budzą podziw dla autora, któremu udało się wszystkie te smaczki umieścić w książce tworzonej, bądź co bądź, w bardziej „deszczowych” czasach.

Do stylu książki należy się przyzwyczaić. Ze względu na swój publicystyczny dorobek, Pagaczewski traktuje czytelnika bardzo poważnie. Dużo tu szczegółów, wtrąceń, różnorodnych nawiązań, które niewątpliwie zaciemniają fabułę. Na dodatek autor swobodnie miesza style, a czas akcji ustawia, raz to w wieku dwudziestym, innym znów razem we wczesnym średniowieczu. W efekcie trudno ocenić, czy to zabieg celowy, czy artystyczne roztrzepanie. Warto jednak zaryzykować i wyruszyć w podróż ze Smokiem, mistrzem Bartolinim i doktorem Koyotem. Miła rozrywka gwarantowana.

A jeśli kogoś znudzi lektura, tu można też pooglądać.

23:45, cinka_ejka , odkurzone
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Zielono mi


Dr. Seuss

Kto zje zielone jajka sadzone?

Media Rodzina

Poznań 2004

Kiedy myślę o książce, którą czytaliśmy ejce jako jedną z pierwszych, staje mi przed oczami właśnie ta. Czytaliśmy ejce, a właściwie z ejką, bo to ona dopowiadała nieporadnie całe fragmenty, zaśmiewając się przy tym z dowcipnych obrazków. Miała wtedy tylko dwa lata. Tłumaczenia twórczości Dr. Seussa doczekaliśmy się w Polsce dopiero niedawno, podczas gdy za oceanem wychowała już ona dwa pokolenia małych czytelników. Można by rzec lepiej późno niż wcale, zwłaszcza że Stanisław Barańczak, któremu zawdzięczamy przekład, dał z siebie naprawdę wszystko.

Angielskojęzyczna wersja książeczki zadziwia prostotą i to w sensie dosłownym. Opowieść osnuta jest wokół historii dwóch postaci, z których jedna namawia drugą do zjedzenia zielonych jajek i szynki. Całość opowiedziana jest za pomocą zaledwie 50 słów. Powstanie tak "oszczędnego" utworu było zresztą, jak głosi plotka, wynikiem pewnego zakładu między Dr. Seussem a jego wydawcą. Autor nie tylko wygrał zakład, ale również zaskarbił sobie uznanie czytelników, gdyż z czasem książka zajęła czwarte miejsce na amerykańskiej liście bestsellerów literatury dziecięcej.

Barańczak nie pokusił się o podobną prowokację, ale nie mam mu tego za złe. Jego tłumaczenie jest nowatorskie, do swojego pierwowzoru nawiązuje bardziej treścią niż formą. Nadal proste a jednak wzbogacone sformułowaniami, których literatura dziecięca nie spotyka nazbyt często. "Pociąg nasz pociąg do jaja zdwaja" czy "Nawet potrawy o barwie trawy i dziwnym kształcie smakują w aucie" to perełki, dla których warto przeczytać tę książkę.

niedziela, 12 sierpnia 2007
Snuj się, snuj, bajeczko!


Jan Brzechwa

Bajki samograjki

Czytelnik

Warszawa 1981

Przede mną leży najsłabiej oceniony przez krytyków owoc twórczości Jana Brzechwy. Lecz na przekór wszystkiemu, to moja ulubiona adaptacja czterech najbardziej znanych bajek europejskich. Wszystkie baśniowe wątki znajdują tu racjonalne rozwiązanie. Poeta nie straszy, nie moralizuje. Za to jestem mu wdzięczna. Na dodatek częstochowskie rymy łatwo wpadają w ucho. ejka namiętnie cytuje całe fragmenty Czerwonego Kapturka, a Jasia i Małgosię kocha za obszerne opisy słodkich różności. Zabawne, że dobra wróżka w Kopciuszku okazuje się być życzliwą sąsiadką, a właścicielka chatki na kurzej łapce to pani z fabryki czekoladek. Książka szybko doczekała się adaptacji dźwiękowej w doskonałej obsadzie aktorskiej. A ci którzy wolą sami pomuzykować, mogą tak jak my skorzystać z zapisu nutowego wszystkich piosenek. Na koniec słowo o ilustracjach, których w książce jest całe mnóstwo. Tym razem to nie Szancer, jak zwykle u Brzechwy, ale Danuta Imielska-Gebethner. Ostatnimi czasy "Bajki samograjki" ukazały się nakładem wydawnictwa Siedmioróg, ale już w nowej szacie graficznej. Szkoda.

17:59, cinka_ejka , odkurzone
Link Komentarze (3) »
środa, 08 sierpnia 2007
Krzyś i Miś

A. A. Milne

Kiedy byliśmy bardzo młodzi.

Mamy już sześć lat.

Egmont

Warszawa 2005

Kolejna książka i znowu Kraków. A właściwie książki są dwie. Sama nie wiem, którą z nich lubimy bardziej. W każdej z nich znajduje się kilka wierszyków, które czytamy z namaszczeniem i namiętnie cytujemy. Autorem wybitniego tłumaczenia jest Michał Rusinek, krakowski pisarz, znany m.in. jako impresario samej Wisławy Szymborskiej. Dzięki Rusinkowi czytamy sobie o burej myszy zwanej Groźną Klarą, "bo jej ogon jest długi jak makaron", albo o innej myszy co się lubiła "w klombie kłaść ukwieconym, wśród ostróżek (niebieskich), pelargonii (czerwonych)". W książkowym zoo mieszkają "hipy" i "potamy" oraz "małe, i wielkie błądy", a znów w Londynie "po chodniku się chodzi jak po drabinie". Ale ejka szczególnie lubi wierszyk o liskach, co "Nie musiały żadnych rzeczy kupować w sklepiku, bo w ich lesie było różnych rzeczy wprost bez liku".

Te dwie pozycje Milnego stawiane są na równi z Kubusiem Puchatkiem. To tu po raz pierwszy pojawia się Miś o Bardzo Małym Rozumku, co ciekawsze na jednej z ilustracji przedstawiony w swoim znanym, czerwonym kaftaniku. Zabawne ilustracje to kolejny atut książek. Oczywiście w wykonaniu znanego i lubianego Ernesta H. Sheparda.

Na cinkowej półce stoi również egzemplarz tych samych wierszy w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Ale o tym innym razem.

Przy okazji słowa gratulacji należą się wydawnictwu Egmont, którego nie darzę dużą estymą. Mili Państwo, jedyna wartościowa pozycja w Waszej ofercie!

wtorek, 07 sierpnia 2007
Herbatka u wilczycy

Joanna Jung

Lila i bestia z szafy

Gdańskie wydawnictwo Psychologiczne

Gdańsk 2004

Książkę wygrzebaliśmy przed dwoma laty w jednej ze staromiejskich, krakowskich księgarni. Prawie trzyletnia wówczas ejka przylgnęła całym sercem do uroczej bohaterki. Lila do dziś pozostała wspomnieniem miłego weekendu spędzonego w Mieście Królów. Niezaprzeczalnym atutem książki są ilustracje stworzone przez samą autorkę - majstersztyk w podwójnym wydaniu. Czyta się ją gładko i z zapartym tchem. Jedynie w dwóch miejscach korekta zawiodła i wkradły się dwa nieco drażniące wyrażenia. Mimo że książka z zamierzenia ma charakter terapeutyczny, nie pedagogizuje zanadto, za to porywa czytelnika w świat dziecięcej sypialni, gdzie przez drzwi szafy można trafić do zaczarowanego lasu i napić się herbatki z jej mieszkańcami. Za przyczyną niebywałej odwagi i dziecięcej ciekawości nocne strachy zostają oswojone, a Lila wraca do swojego łóżka bogatsza o nowe doświadczenia i nowych, baśniowych przyjaciół.

Za ilustracje do "Lili" Joanna Jung zdobyła wyróżnienie w konkursie Pro Bolonia 2002 i nominację do nagrody PS IBBY Książka Roku 2004.

| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Blogi