|
poniedziałek, 01 listopada 2010
Jak czytamy
Mamy takie miejsca w domu, gdzie zwykle polegują jakieś książki i takie, w których dotąd ich nie było, a pewnego dnia zaczynają się pojawiać.
![]()
poniedziałek, 29 października 2007
Samotny troll
Maciupek zaprzyjaźnił się z nami pierwszy. Dopiero potem przyszły Muminki. Krótka książeczka Tove Jansson znakomicie wprowadziła ejkę w bajkowym świat Homków, Paszczaków, Filifionek i groźnej Buki. Można powiedzieć, że główne role grają tu samotność i strach. Pośród nich przez świat idzie Maciupek, który pokonując swój własny lęk szuka małej dziewczynki - Drobinki. "(...) nie mogę być słaby, bo ona - jeśli to tylko możliwe - boi się jeszcze bardziej niż ja" - powtarza często mały troll, a młody czytelnik, równie silnie temperuje swój lęk. Uosobieniem zła, podobnie jak w serii książek o Muminkach, jest groźna Buka - potwór kształtem zbliżony do ducha, który zamienia w lód wszystko czego dotknie. Niepewność i strach budują specyficzny melancholijny nastrój, który wraz z klimatycznymi ilustracjami samej autorki buduje atmosferę wobec której nawet dorosły czytelnik nie może przejść obojętnie. Książka doczekała się adaptacji teatralnej w w poznańskim Teatrze Animacji. Niestety wersja książkowa jest dziś trudna do zdobycia. Cała nadzieja w wydawnictwie, które ostatnio chętnie wznawia swoje dawne bestsellery.
czwartek, 18 października 2007
Detektyw Negatywka
"Detektyw Pozytywka" zwrócił moją uwagę na półce w supermarkecie. Rzadka to gratka znaleźć coś wartościowego w takim miejscu. To było nasze pierwsze spotkanie. Przekartkowałam jeden rozdział i wsiąkłam. Wiek powyżej pięciu lat. Przeczytałam z tyłu na okładce i trochę zrzedła mi mina. ejka miała wtedy cztery z kawałkiem. Kupiłam. cinka zaakceptowała "Detyktywa" równie szybko jak ja. Czytaliśmy w skupieniu całą rodziną, tak żeby nikt nie przegapił ani jednego rozdziału. Mimo skończonych pięciu lat, sami mieliśmy niekiedy problem w znalezieniu właściwego rozwiązania tajemnicy. Na szczęście na końcu książki autor zamieścił praktyczną ściągawkę, dzięki której żadna zagadka nie pozostaje bez rozwiązania. "Detektyw Pozytywka" ma w sobie coś z prawdziwego kryminału. Zdania są dość krótkie. Czasem wręcz zdawkowe. Dialogi dynamiczne. Każde słowo ma swoje znaczenie i nic nie dzieje się bez przyczyny. Główny bohater to typowy życiowy nieudacznik, jak nie przymierzając detektyw Columbo czy porucznik Kojak. Jego agencja znajduje się w ciasnym mieszkanku, w którym mieści się zaledwie on sam, stojący na parapecie kaktus, ministolik z wymalowaną szachownicą, dwa składane krzesełka wędkarskie oraz popsuty elektryczny czajnik. Ot, typowy kawalerski stan. Oczywistym atutem książki, co potwierdza już sama okładka, są ilustracje Piotra Rychela, redaktora naczelnego "Misia" - dowcipne, kolorowe i co najważniejsze staranne. W jednym z wywiadów Rychel mówi: - Twórczość dla dzieci to najfajniejsza dziedzina. Dzieci potrzebują ilustracji, dorośli niekoniecznie. Poza tym ciężko jest narysować np. strajki w kopalni czy głodówkę albo jakieś gospodarcze wydarzenie. W sprzedaży dostępne są już dwie kolejne części Pozytywki. ejka dostanie je już wkrótce na piąte urodziny. Ciekawe czy jej się spodobają...
środa, 19 września 2007
Strach ma oczy z guzików
"Koralinę" przeczytaliśmy w niecały tydzień, mimo że z każdym dniem ejka sięgała po książkę coraz ostrożniej, wszelako nie bez chęci. Tak też bowiem czyta się tę bajkę, i to niezależnie od wieku. Fani Neila Gaimana bez trudu rozpoznają w niej charakterystyczną dla autora mieszankę grozy i pełnego ciepłej ironii humoru. W starannie utkany świat fantazji Gaiman wplata wątki bardzo realistyczne, wręcz namacalne, co przydaje całości bliższego i bardziej znajomego klimatu. Łatwiej wszakże uwierzyć w zmagania bajkowej bohaterki z groźną wiedźmą o guzikowych oczach, gdy chwilę wcześniej podpatrujemy, jak odgrzewa sobie w mikrofalówce mrożoną pizzę. Neil Gaiman napisał książkę dla dzieci i ich rodziców, traktując wszystkich czytelników z jednakową powagą. Nie boi się straszyć, ani pokazywać zła w sposób bardzo dosłowny, nieraz wręcz drastyczny. Tytułowa bohaterka stawia jednak czoła wszystkim niebezpieczeństwom, mając przy tym za oręż wyłącznie spryt, silną wolę i niezłomną wiarę w powodzenie. Wątek wprawdzie znany, ale podany w gaimanowskim wydaniu zachowuje świeżość i wiarygodność. I to do tego stopnia, że już w przyszłym roku trafi na ekrany kin w wersji animowanej. Na marginesie warto dodać, że w porównaniu z Koraliną, nasza rodzima Karolcia, której przygody przypadkiem poznawaliśmy równolegle z losami jej angielskiej imienniczki, wypada znacznie mniej ekscytująco, mimo że opiera się przecież na podobnej historii.
piątek, 31 sierpnia 2007
Nie taka głupia historyjka
Po raz pierwszy Niefruwaka przeczytałyśmy w Empiku, przycupnięte w kąciku dziecięcego działu. Za jakiś czas książeczka zagościła w naszej biblioteczce. Motyw przewodni opowieści nie jest nowatorski. Przypomina znane, dobrze zakorzenione w literaturze postacie kopciuszka czy brzydkiego kaczątka. Mimo to historia stworzenia, które w wyniku długiej wędrówki i wielu rozmów dowiaduje się, że jest motylem ma w sobie wiele czaru. Jakże bliska staje się ona tym, którzy swoje talenty odkrywali powoli, a kompleksy leczyli latami. W jednym z wywiadów autorka zdradza, że wbijane latami do głowy poczucie własnej niedoskonałości zaowocowało szczególnym nagromadzeniem tej tematyki w jej twórczości.
Opowiadanie o Niefruwaku wydane przez Naszą Księgarnię, po raz pierwszy pojawiło się na półkach księgarskich w 1991 r., w poetyckim zbiorze "Bajki skrzydlate". Bohaterami zgromadzonych w nim historii są skrzydlate postacie, które latają lub o lataniu dopiero marzą. Wszystkie tęsknią do bycia kimś innym. Obecne wydanie zachwyciło nas do głębi ilustracjami Gosi Mosz. Te w środku w niczym nie ustępują tej z okładki. Snują historię bez słów.Aktualnie Nasza Księgarnia wyprzedaje końcówkę nakładu. Książkę można kupić za grosze. Warto.
niedziela, 26 sierpnia 2007
Historia mokrej rewolucji
Wyjątkowo słoneczny i udany tydzień nad Bałtykiem umilała nam, trochę na przekór aurze, literacka podróż do krainy deszczowców. Książkę, na wyraźne życzenie ejki - fascynatki smoka wawelskiego - odkurzyłam parę dni przed wyjazdem. Nie liczyłam na sukces. W pamięci miałam swoje własne zmagania czytelnicze, kiedy będąc niewiele starszą od cinki, osobiście brnęłam strona po stronie przez kolejne tomy "Baltazara", niewiele wynosząc z tej lektury. ejka złapała bakcyla od razu, stąd ponad dwieście stron przeczytaliśmy bez trudu, wykorzystując w tym celu każdą wolną chwilę. ejkę wciągnęła szpiegowsko-kryminalna intryga, nas drugie dno powieści - oparte na licznych aluzjach i podtekstach polityczno-ustrojowych. Swojsko brzmiące wzmianki o naczelniku IV Wydziału Tajnego Urzędu Spraw Podejrzanych Krainy Deszczowców, relacje z obrad Najwyższego Trybunału, działającego pod dyktat Największego Deszczowca, czy też opis dygnitarzy państwowych, poszukujących w encyklopedii znaczenia słowa „wolność”, wywołują na ustach dorosłego czytelnika lekki uśmieszek, ale jednocześnie budzą podziw dla autora, któremu udało się wszystkie te smaczki umieścić w książce tworzonej, bądź co bądź, w bardziej „deszczowych” czasach. Do stylu książki należy się przyzwyczaić. Ze względu na swój publicystyczny dorobek, Pagaczewski traktuje czytelnika bardzo poważnie. Dużo tu szczegółów, wtrąceń, różnorodnych nawiązań, które niewątpliwie zaciemniają fabułę. Na dodatek autor swobodnie miesza style, a czas akcji ustawia, raz to w wieku dwudziestym, innym znów razem we wczesnym średniowieczu. W efekcie trudno ocenić, czy to zabieg celowy, czy artystyczne roztrzepanie. Warto jednak zaryzykować i wyruszyć w podróż ze Smokiem, mistrzem Bartolinim i doktorem Koyotem. Miła rozrywka gwarantowana. A jeśli kogoś znudzi lektura, tu można też pooglądać.
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Zielono mi
niedziela, 12 sierpnia 2007
Snuj się, snuj, bajeczko!
Przede mną leży najsłabiej oceniony przez krytyków owoc twórczości Jana Brzechwy. Lecz na przekór wszystkiemu, to moja ulubiona adaptacja czterech najbardziej znanych bajek europejskich. Wszystkie baśniowe wątki znajdują tu racjonalne rozwiązanie. Poeta nie straszy, nie moralizuje. Za to jestem mu wdzięczna. Na dodatek częstochowskie rymy łatwo wpadają w ucho. ejka namiętnie cytuje całe fragmenty Czerwonego Kapturka, a Jasia i Małgosię kocha za obszerne opisy słodkich różności. Zabawne, że dobra wróżka w Kopciuszku okazuje się być życzliwą sąsiadką, a właścicielka chatki na kurzej łapce to pani z fabryki czekoladek. Książka szybko doczekała się adaptacji dźwiękowej w doskonałej obsadzie aktorskiej. A ci którzy wolą sami pomuzykować, mogą tak jak my skorzystać z zapisu nutowego wszystkich piosenek. Na koniec słowo o ilustracjach, których w książce jest całe mnóstwo. Tym razem to nie Szancer, jak zwykle u Brzechwy, ale Danuta Imielska-Gebethner. Ostatnimi czasy "Bajki samograjki" ukazały się nakładem wydawnictwa Siedmioróg, ale już w nowej szacie graficznej. Szkoda.
środa, 08 sierpnia 2007
Krzyś i Miś
Kolejna książka i znowu Kraków. A właściwie książki są dwie. Sama nie wiem, którą z nich lubimy bardziej. W każdej z nich znajduje się kilka wierszyków, które czytamy z namaszczeniem i namiętnie cytujemy. Autorem wybitniego tłumaczenia jest Michał Rusinek, krakowski pisarz, znany m.in. jako impresario samej Wisławy Szymborskiej. Dzięki Rusinkowi czytamy sobie o burej myszy zwanej Groźną Klarą, "bo jej ogon jest długi jak makaron", albo o innej myszy co się lubiła "w klombie kłaść ukwieconym, wśród ostróżek (niebieskich), pelargonii (czerwonych)". W książkowym zoo mieszkają "hipy" i "potamy" oraz "małe, i wielkie błądy", a znów w Londynie "po chodniku się chodzi jak po drabinie". Ale ejka szczególnie lubi wierszyk o liskach, co "Nie musiały żadnych rzeczy kupować w sklepiku, bo w ich lesie było różnych rzeczy wprost bez liku". Te dwie pozycje Milnego stawiane są na równi z Kubusiem Puchatkiem. To tu po raz pierwszy pojawia się Miś o Bardzo Małym Rozumku, co ciekawsze na jednej z ilustracji przedstawiony w swoim znanym, czerwonym kaftaniku. Zabawne ilustracje to kolejny atut książek. Oczywiście w wykonaniu znanego i lubianego Ernesta H. Sheparda. Na cinkowej półce stoi również egzemplarz tych samych wierszy w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Ale o tym innym razem. Przy okazji słowa gratulacji należą się wydawnictwu Egmont, którego nie darzę dużą estymą. Mili Państwo, jedyna wartościowa pozycja w Waszej ofercie!
wtorek, 07 sierpnia 2007
Herbatka u wilczycy
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||